niedziela, 26 lutego 2017

Gdy plany zmieniają się nieżależnie od Ciebie

 Wyjazd do Krakowa miałam zaplanowany już dobry miesiąc temu. Bilety na pociąg leżały u mnie w portfelu, bilet na koncert przyszedł pocztą do kumpla w Krakowie, kumpela w Bydgoszczy już praktycznie spakowana.
Plan był prosty - w środę po szkoleniu w pracy i sesji zdjęciowej (spójrzcie na mój instagram i na ten instagram również - całkiem nieźle mi poszło w roli modelki, nie? :D) zabieram się z koleżanką do Torunia, stamtąd prosto do Bydgoszczy, szykowała się mała imprezka. Z rana dnia następnego wsiadamy w pociąg i kierujemy się do Krakowa, tam mamy dwa dni na zwiedzanie i zabawę, w piątek koncert, w sobotę pakujemy się i wracamy do Gdańska na urodziny kumpla. A w niedzielę kacujemy i próbujemy przeżyć ten dzień. A jak wyszło w praktyce?

Środę obudziłam się z katarem, kaszlem i wszystkim tym co zwiastuje przeziębienie. Ale się nie dałam. Spakowałam do końca torbę i pojechałam 1,5h wcześniej do pracy na szkolenie z bezpieczeństwa. Co się nabiegałam to moje, ale przynajmniej procedury mam już w małym palcu. O 9 zaczęliśmy kolejne szkolenie, które na początku odbywać się miało w stajni. Więc zapakowaliśmy się wszyscy do samochodów i ruszyliśmy. Pogoda nie sprzyjała, deszcz i wiatr prawie cały czas nam towarzyszyły. Udało nam się nawet pomylić stajnie, ale koniec końców wszystko się udało - każdy z nas pojeździł konno, S. udało się zrobić fajne zdjęcia i wszyscy byli zadowoleni. Wróciliśmy do sklepu i tam dalsza część szkolenia na której już nie miałam siły nawet słuchać, odebrało mi głos i gorączka zapewne skoczyła. Ale przecież jestem dzielna - wzięłam leki i doczekałam do końca aby ruszyć do Torunia. Praktycznie zjeżdżając już z autostrady dostałam telefon od mojej kumpeli, że z dworca mam się kierować prosto na SOR, bo rozwaliła sobie kolano i nie wiadomo co z nią będzie. 
Pominę już wszystkie przygodny na sorze, koniec końców - Kraków odwołany, M. z prawdopodobnie oderwaną łąkotką i ja z przeziębieniem trafiłyśmy koło północy do jej mieszkania i tam zostałyśmy aż do piątku. 
Przez dwa dni pomagałam kumpeli ogarnąć życie bez jednej sprawnej nogi, gotowałam i chorowałam jednocześnie.
W piątek wróciłam już do domu i do tamtej pory nie wychodzę już z łóżka.
I w sumie jedna rzecz się spełniła - serio próbuję przeżyć ten dzień. W sumie jest już lepiej, ale wciąż nie słyszę na jedno ucho. A jutro już wracam do pracy i bardzo, bardzo poważnie zastanawiam się nad L4. 

I właśnie odkryłam, że czuję się tak paskudnie przez moje wyżynające się ósemki. Dzięki!
Udostępnij ten wpis

poniedziałek, 6 lutego 2017

To nie jest dobry początek roku


Bardzo się cieszę, że moim postanowieniem noworocznym nie była regularność. Jak widać, daleko mi do niej, a wieczny brak czasu niezbyt pozwala mi z tym walczyć. W ogóle początek tego roku nie należy do najlepszych. Oprócz kilku lepszych dni, kiedy spotykałam się ze znajomymi bądź robiłam coś kreatywnego/konstruktywnego/zabawnego nie dzieje się nic ciekawego.

W końcu mam cały dzień wolny. Wolny od pracy, od wyjść z domu i obowiązków. Dzień, który w całości spędzę w dresie i przed komputerem i nie będę mieć z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Fizycznie i psychicznie jestem tak przemęczona, że nawet wyjście do sklepu przerasta dzisiaj moje możliwości.

Moja super praca zaczyna powoli mnie męczyć. Nie dość, że mam milion razy więcej obowiązków niż przed objęciem funkcji lidera to mam wrażenie, że spędzam tak każdą chwilę w swoim życiu. Upadła u mnie również organizacja, więc tak naprawdę nie robię nic co miałam zaplanowane i wiem, że nie wyrobię się z terminami jakie sobie założyłam. Trudno, taki miesiąc.
Dodatkowo jeszcze stworzyła się trochę napięta atmosfera z jedną z dziewczyn, ale nie chcę o tym już pisać, bo na samą myśl się tylko denerwuję. Ale jeśli sytuacja do wiosny się nie rozwiąże, to chyba zacznę rozglądać się za czym innym, bo w końcu ponad 2,5 roku w pracy, która miała być tylko dorywczą pracą wakacyjną to już całkiem spory staż.

W tym momencie brakuje mi faceta, który dzielnie znosił by moje marudzenie i podstawił pod nos dobre jedzenie aby poprawić mi humor!

I nie żebym jakoś szczególnie marudziła.. ale do tego wszystkiego mogłoby się zrobić już ciepło. Tęsknię za wiosną!

Udostępnij ten wpis
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.