piątek, 4 listopada 2016

Moja przygoda z Tinderem



O tinderze słyszał już chyba każdy. Niezbyt skomplikowana aplikacja na smatrfony, która pozwala na przeglądanie profili innych użytkowników. Przesuwając zdjęcie w lewo - rezygnujemy z możliwości poznania, w prawo dajemy szansę na sparowanie nas z innym użytkownikiem. Później można zacząć rozmowę i jakoś toczy się dalej.

W moim życiu ta aplikacja towarzyszyła mi już jakieś dwa lata temu. Na samym początku założyłam sobie tam konto tylko i wyłącznie z ciekawości. Nie przywiązywałam zbytniej wagi do tego co tam się dzieje i z tego co pamiętam to spotkałam się tylko z jedną osobą. Później aplikację wykasowałam i tyle mi z tego było. Powróciłam do niej jednak znowu w te wakacje po rozstaniu z facetem (poznanym w pracy a nie w interencie!). Tym razem bardziej skupiałam się na tym co konkretnego płeć przeciwna pisała w opisie, jakie zdjęcia dodawali, porównywałam nawet wspólnych znajomych (oczywiście jest to połączone z fejsem).
Wśród swoich perypetii poznałam kilka typów tinderowych znajomości.*

Pan-z-nie-z-tego-świata
Na samym początku byłam pod wrażeniem. Był jednym z niewielu, który po otrzymaniu mojego numeru telefonu zamiast napisać – zadzwonił. No i na tym kończą się zalety. Nasze spotkanie przebiegło w dość dziwnej atmosferze, koleś po dwóch wypowiedzianych przeze mnie zdaniach zrobił mi psychoanalizę, mówił od rzeczy i nie dał mi dojść do słowa. Aż w pewnym momencie po prostu w połowie zdania rzucił „muszę już iść”, odwrócił się na pięcie i poszedł.

Pan-jestem-lekarzem-więc-jestem-lepszy-od-innych
Zwykły niezobowiązujący obiad w jednej z droższych restauracji w mieście. O płaceniu za siebie nie było mowy (niby miłe, ale nie lubię jak praktycznie ktoś obcy płaci za mnie). O studiowaniu medycyny dowiedziałam się chyba więcej niż przez trzy lata spędzone na uniwersytecie medycznym studiując całkiem niedaleko środowiska medycznego. O sobie nie zdążyłam zbyt wiele powiedzieć, bo na wszystko da się znaleźć jakieś medyczne odniesienie. Serio. Na wszystko. Ale mimo wszystko i tak całkiem miło wspominam to spotkanie, kontakt umarł śmiercią naturalną.

Pan-traktuję-Cię-jak-moją-przyszłą-żonę
Na szczęście nie doszło do spotkania. Tylko do wymieniania smsów. Na samym początku nawet wydawał się miły i sympatyczny. Może trochę nadgorliwy. Tak odrobinkę. Ale gdy tylko okazało się, że nie mam fizycznie czasu odpisywać na jego wiadomości zostawałam zalewana wręcz tonami smsów. Na nic zdały się tłumaczenia, że mam życie poza telefonem, że mam pracę i inne zobowiązania i nie będę siedzieć 24/h przy telefonie, żeby odpisać na kolejną nic niewnoszącą wiadomość w stylu „obejrzałem taki a taki film”. Serio.  Kończyło się na tym, że na jedną moją wiadomość przypadało dziesięć jego. On dalej walczy, ja już się poddałam i przestałam reagować.

Pan-nie-poddam-się-dopóki-się-nie-spotkamy
Zupełnie nieszkodliwy, jednak co jakiś czas przypominał się, że w sumie to można by było się spotkać na tę herbatę czy kawę. W końcu się zgodziłam (przecież nie miałam nic do stracenia) i któregoś piątkowego wieczora udałam się na wyżej wspomnianą herbatę. Spotkanie było krótkie i od razu okazało się, że niezbyt mamy o czym rozmawiać więc po prostu rozeszliśmy się w swoje strony.

Tym o to sposobem zakończyłam swoją przygodę z Tinderem. I raczej już do niego nie wrócę.Ale nie można też generalizować - poznałam tam kilka naprawdę miłych i sympatycznych osób, jednak kontakt utrzymywaliśmy tylko na stopie koleżeńskiej.

I teraz pojawia się pytanie – czy to ze mną jest coś nie tak, że nie znalazłam tam nikogo czy po prostu nie dawałam zbytniej szansy wszystkim spotkanym tam facetom?

A teraz śmigam na siłownię poskakać trochę na trampolinach, a co!

*Moja zupełnie nieobiektywna opinia!
Udostępnij ten wpis

22 komentarze :

  1. To nie z Tobą jest coś nie tak.. ja też tindera mam od ponad roku, a nie udało mi się na nim spotkać nikogo z kim miałabym ochotę umawiać się przez dłuższy czas. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się cieszę, że nie tylko ja tak mam! :) Tinderowe znajomości już właśnie takie są, ciężko znaleźć kogoś naprawdę interesującego :)

      Usuń
  2. nie korzystałam nigdy z tej aplikacji, jakoś nie mam zaufania, ale znam pary, które tak się poznały:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też znam kilka par, które poznały się przez internet :) Nic tylko życzyć im szczęścia :)

      Usuń
  3. Ja raczej nie korzystam na razie z tej aplikacji ;)

    Zapraszam :
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już też przestałam, w sumie to nawet jej nie polecam :P

      Usuń
  4. Nigdy nie miałam styczności z tą aplikacją, ani też nie poznawałam facetów w internecie więc nie pomogę Ci w tej kwestii. Chociaż coś czuję, że moja przygoda skończyłaby się tak jak i Twoja. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już próbowałam na różne sposoby, zawsze kończy się tak samo. Dlatego już odpuściłam i cieszę się tym, że na razie jestem sama :P

      Usuń
  5. Szczerze mówiąc nie znam tej aplikacji. Spotkałam swojego księcia 6 lat temu i od tej pory nie interesują mnie takie aplikacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pozostaje mi nic innego jak pogratulować i życzyć kolejnych szczęśliwych lat razem! :)

      Usuń
  6. To chyba nie są przygody dla mnie. Raz, że mam faceta, z którym mi mega dobrze, a dwa, że jak widać trzeba naprawdę szczęścia, żeby znalazło się kogoś wartego uwagi. Ale tego szczęścia potrzeba też w rzeczywistym świecie, więc po co marnować go na szukanie w necie, skoro można rozejrzeć się wokół? Może ktoś fajny się trafi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego ja już przestałam korzystać z tej aplikacji :) I w sumie nie mam parcia na znalezienie kogoś 'na już'. Co będzie to będzie! :)

      Usuń
  7. Moja koleżanka namawiała mnie do założenia konta na tym portalu, jednak ja tak się zbieram, zbieram od pół roku i jakoś mnie to nie kręci, chociaż na początku byłam ciekawa jak to funkcjonuje.
    Ciekawy post i dzięki Tobie nie zamierzam z tej aplikacji skorzystać.
    Myślę, że jak na żywo kogoś się spotka to można stworzyć głębsza relacje, bo człowiek nie może się zbyt idealizować , co często mężczyźni piszą o sobie w Internecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla zaspokojenia własnej ciekawości można na chwilę założyć.. ale ogólnie nie polecam - przetestowałam na własnej skórze i niezbyt mi się podobało :)

      Usuń
  8. Prawda jest taka, że teraz bardzo trudno trafić na faceta nadającego się na związek. Ja tej aplikacji nie używałam chociaż kilku moich znajomych ją miało. Ja raz jedyny założyłam sympatię, też z czystej ciekawości i nudów, gdzie znalazł mnie D. ale gdyby nie ten fakt, to pewnie po kilku dniach przestałabym tam wchodzić, bo większośc pierwszych wiadomości to zaproszenie na spotkanie i wiadomo jakie intencje były... :)

    Wierzę, że co ma być to będzie i w końcu znajdziesz swoją Miłość na zawsze!! :* i sama wiesz, że trzymam kciuki z całej siły i pamiętaj, że na najlepsze czasami trzeba poczekać!! :D

    Dobrej nocki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już swojego przyszłego męża znam, tylko niestety on nie jest tego świadomy, haha :D Nie no, żartuję! W każdym razie nie mam parcia, zobaczę co przyniosą mi następne miesiące :)

      :*

      Usuń
  9. Na szczęście nie miałam żadnego kontaktu z Tinderem, chociaż swojego obecnego faceta poznałam na Twitterze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli te internetowe znajomości wcale nie muszą być złe! :D

      Usuń
  10. Nie miałam kontaktu z Tinderem i raczej mieć nie będę. Jestem raczej wierna tradycyjnemu poznawaniu ludzi, na takich znajomościach już parę razy się "przejechałam", jeśli chodzi o facebooka, czy twittera, zwykle ci ludzie okazywali się być zupełnie inni. Potem nie starając się i nie szukając spotkałam kogoś wspaniałego i już nawet nie myślę o szukaniu kogoś konkretnego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, ludzie w internecie często piszą o sobie nieprawdę albo naciągają tę prawdę w różne dziwne strony.
      Teraz już też przestaję na siłę szukać znajomości, w końcu same się znajdą! :)

      Usuń
  11. dużo słyszałam o Tinderze, ale... nie dane mi było już z niego korzystać, bo stał się popularny rok po tym, jak poznałam miłość swojego życia - na czacie interia.pl
    tak, nie oceniaj! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie oceniam! :D Życzę jeszcze więcej miłości Wam :)

      Usuń

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.