Gdzie się podział październik?!



Październik przeleciał mi przez palce w tak abstrakcyjnie szybkim tempie, że ledwo co zdążyłam się obejrzeć a za trzy dni mamy już listopad!

Październik od trzech lat kojarzy mi się tylko i wyłącznie z jednym - początkiem studiów. W tym roku jednak trochę inaczej, w końcu zdecydowałam się na studia w trybie zaocznym. Dodatkowo robię dwa dyplomy jednocześnie, taka cwana jestem. Na zajęciach miałam przyjemność być w tym miesiącu aż raz. Przez własną głupotę źle sprawdziłam terminarz zjazdów i na pierwszym radośnie obsługiwałam klientów w pracy zamiast skrupulatnie tworzyć notatki. Dzisiaj gotowa i pozytywnie nastawiona zjawiłam się na uczelni aby w końcu przypomnieć sobie co to znaczy studiować. Nie do końca potrafię zdecydować jakie mam odczucia po dniu dzisiejszym. Ponad sto osób na roku trochę mnie przeraża (przyzwyczajona jestem do licencjatu - 7 osób na całym roku!), na jednych wykładach można dosłownie nic nie robić, tylko wpisać się na listę a na kolejnym zapisałam w zeszycie więcej stron niż przez cały zeszły rok.

Koniecznie potrzebuję jakoś lepiej zorganizować sobie listopad. I mam wrażenie, że sam kalendarz mi nie wystarczy. Jakieś pomysły jak mogę uratować nadchodzący miesiąc przed mignięciem mi tylko przed oczami?!

Komentarze

  1. Co studiujesz?
    Oj tęsknię za studiowaniem...

    OdpowiedzUsuń
  2. No no no! W końcu się odezwałaś tutaj, bardzo mnie to cieszy :D I tak przyjemnie, jesiennie się u Ciebie zrobiło :D

    Co do studiów to niestety, wiem co to znaczy mieć weekendy zajęte i jakie to jest wkurzające. Ale pociesz się myślą, że teraz tydzień czy nawet dwa wolnego. Ręka Ci odpocznie! :D

    Buziole! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. mam podobny problem, ten miesiąc mi po prostu mignął.... Dni uciekły jak szalone...

    OdpowiedzUsuń
  4. To ja na licencjacie miałam 100 osób na roku, a teraz mam 100 osób w grupie wykładowej - a jest ich około 6. xD Generalnie nie sposób wszystkich zapamiętać. :P
    A dni mijają tak szybko, że sama nie mam pojęcia jak zahamować ten czas, wypadałoby zwolnić, ale przecież pracując i studiując jednocześnie na prawdę ciężko wprowadzić to w życie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj tak czas gna do przodu , a jutro już listopad , mam wrażenie, ze najszybciej z całego roku lecą właśnie 3 ostanie miesiące , chyba stary rok nie może się doczekać nowego :D
    U mnie działają różne wyzwania albo postanowienia , czy to językowe czy fitnesowe ale jakoś mam wrażenie ze jak coś takiego robię to o wiele łatwiej mi się zorganizować mimo tego , ze czasu mam tyle samo , a i jeszcze lubię wykreślać dni , czasami mam wrażenie ze tym sposobem kontroluje dni :)

    OdpowiedzUsuń
  6. widziałam w internetach pełno pięknych planerów, gdzie naprawdę można rozpisać sobie mnóstwo rzeczy! u mnie wprawdzie kalendarz w zupełności wystarcza, ale dla tak bardzo narwanej osoby jak Ty potrzebne jest zapewne coś więcej :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam w klubie, mój październik też się poszedł gwizdać, jakby zupełnie został wycięty z kalendarza.
    Poszukaj lub stwórz swój planner! Ja próbowałam, ale jednak pozostałam na zwykłym kalendarzyku, który dostałam od faceta :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam Cię w listopadzie! Mi również październik za szybko uciekł, nie zdążyłam go złapać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nagrywanie swoich występów i oglądanie ich jest bardzo przydatne. Wtedy tak naprawdę widzimy i poznajemy nasze reakcje na stres. Gibanie z nogi na nogę, poprawianie włosów, przesadna gestykulacja. Gdy zdamy sobie sprawę z tego jak reaguje nasze ciało to już połowa sukcesu do tego żeby wyeliminować albo zamaskować te zachowania. Grunto to zdać sobie sprawę z tego co robimy podczas stresu, bo wiele ludzi pewne gesty wykonuje nie świadomie. Kiedy wiesz, że przystępujesz z nogi na noge łatwiej Ci jest obrać pozycję lekko rozchylonych nóg na ktorej pewnie się stoi, kiedy trzęsą Ci się ręce albo poprawiasz włosy bierzesz w łapkę dlugopis żeby czymś je zająć. Te zajęcia były bardzo przyadne, tylko pewnie prowadzący nie ten. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz