wtorek, 23 sierpnia 2016

W życiu ważna jest pasja


Moje problemy miłosne zeszły na dalszy plan z trzech powodów - po pierwsze nie rozmawiam z żadnym z Panów, po drugie tak bardzo denerwują mnie sytuacje jakie zastaje w pracy, że nie mam czasu myśleć o niczym innym i po trzecie, najważniejsze, spędziłam fantastyczny weekend w skałach. Zmęczyłam się tam fizycznie i psychicznie więc zabrakło mi czasu na rozmyślanie o złamanym sercu.

Wspinam się od niecałego roku, ale dopiero teraz miałam możliwość pierwszy raz pojechać na południe i wspinać się w skałach. Naprawdę jest to niesamowite uczucie, zupełnie co innego niż na sztucznej ścianie. Dodatkowo dla mnie mega sprawdzian psychiki i zaufania do samej siebie. Początki były nerwowe i strasznie stresujące, ale z każdym kolejnym wejściem było już tylko lepiej. Przy okazji udało mi się ukończyć kurs skałkowy i niedługo będę mogła pochwalić się certyfikatem. W te dwa dni pokonałam swoje słabości i kilka razy zawalczyłam, odkrywając w sobie 'zacięcie wspinacza' (ekipa była ze mnie dumna, że nie poddałam się a próbowałam dalej się wspinać na dość trudnym odcinku drogi).
Potrzebowałam takiego pozytywnego momentu w swoim życiu, przynajmniej na chwile odcięłam się do problemów.

A problemy narastają z dnia na dzień. Coraz mniej dogaduję się moją nową kierowniczką i już nie mogę doczekać się października, kiedy nasze drogi się rozejdą i na spokojnie będę mogła zacząć robić wszystko od początku na innym dziale. W końcu zajmę się czymś co mnie kręci, równie bardzo jak wspinaczka, jeździectwem. Może to zmobilizuje mnie, aby zapisać się w końcu gdzieś na jazdy. 

Udostępnij ten wpis

wtorek, 16 sierpnia 2016

It's all coming back to me now

W życiu zawsze tak jest, że jak w pewnym momencie wszystko idzie w dobrą stronę to po chwili nagle zaczyna się sypać. Ja właśnie znalazłam się w tym punkcie.

Ale od początku. Pan przeczekam-sierpień-może-zatęsknimy już zniknął z mojego życia, w sumie w tak samo szybkim tempie jak się w nim pojawił. Rozeszliśmy się w swoje strony w pokojowych nastrojach jednak bez perspektyw utrzymywania jakiegokolwiek kontaktu.

Poza tym - jeśli jeszcze kiedykolwiek powiem, że pozamykałam jakieś rozdziały w swoim życiu to można mnie bez żadnego ostrzeżenia porządnie walnąć w łeb. Jak się szybko okazało nie pozamykałam nic a chyba tylko przymknęłam, aby przy najbliższej okazji znowu to wszystko rozgrzebać.
Pan pierwszy namieszał mi w głowie całując mnie któregoś razu, gdy byliśmy na piwie. Przez chwile nawet myślałam, że to może być to, jednak z dnia na dzień mi przechodziło i teraz nawet nie ciągnie mnie do rozmów z nim.
Pan drugi uderzył mi do głowy przypadkiem. Od dawna wiedziałam, że spędzimy wspólnie (my i jeszcze kilka innych osób) pare dni na wsi (mamy wspólną dobrą przyjaciółkę). Dlatego też chcieliśmy się spotkać przed i sobie wszystko powyjaśniać. I w sumie naprawdę dobrze mi szło dopóki nie minęło kilka godzin w jego towarzystwie i powoli wszystko wróciło. Zwłaszcza, że przez to, że obydwoje przyjechaliśmy sami (ja ze względów oczywistych, jego dziewczyna nie chciała/nie mogła/cokolwiek innego) to dodatkowo w pewnym momencie dzieliliśmy nawet łóżko (nigdy chyba nie spałam tak bardzo wciśnięta w ścianę!). Odbyliśmy dwie dość ciężkie dla mnie rozmowy, wiadomo wypity alkohol robił swoje. Przyznałam się do tego, że dalej mi na nim zależy, ale również zapewniłam, że cieszę się jego szczęściem skoro mu się układa (ta, jasne!).
Przez dwa dni zbierałam się aby z nim porozmawiać tak normalnie, ale jak to ja - stchórzyłam. Skoro i tak wiem, że nic z tego nie będzie to chyba mi już nie robi, że nie dowie się wszystkiego co układałam sobie w głowie aby mu powiedzieć.
Tak więc ogólnie moje życie sercowe można opisać krótko: #porażka
Udostępnij ten wpis
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.