wtorek, 29 listopada 2016

Nie jestem już studentką - i dobrze mi z tym!



Jakieś pół roku temu usłyszałam od mojej dobrej znajomej, że podziwia u mnie szybkość podejmowania decyzji. Bo jeśli jestem wiecznie niezdecydowana w kwestii tego co chcę zjeść na obiad bądź które buty ubrać, to jeśli chodzi o poważne sprawy działam dość szybko i nawet racjonalnie. 
Z rzuceniem studiów poszło mi tak samo szybko jak z rzuceniem faceta (no dobra, tutaj jeszcze przedyskutowałam to z jedną czy dwiema osobami i pomyślałam ze dwa dni). Pewnego wieczoru leżąc już w łóżku stwierdziłam, że tak naprawdę to nie odnajduję się na tym kierunku i w ogóle na uczelni. Dodatkowo przeanalizowałam w głowie swoje finanse i okazuje się, że kiedyś tam przeliczyłam się i raczej miałam na koniec pieniędzy więcej miesiąca niż odwrotnie. Także decyzja zapadła ostatecznie. Dosłownie dwa dni później dzielnie maszerowałam do dziekanatu złożyć wniosek o rezygnację ze studiów i standardowe zgubienie legitymacji (taki ze mnie rebel). Jedyne czego się obawiałam to to ile jeszcze będę musiała im dopłacić, bo w sumie nie widziałam, czy zaczął się już nowy miesiąc rozliczeniowy czy nie. Jakie było moje zdziwienie gdy po krótkim telefonie do działu księgowości okazało się, że mam nadpłatę i że mogę złożyć podanie o zwrot kosztów. Nigdy w życiu nie napisałam tak szybko żadnego pisma i byłam w szoku, gdy już tego samego dnia przed 17 dostałam maila o pozytywnym rozpatrzeniu mojego wniosku. Dwa dni później przyszedł przelew i na tym skoczyła się moja przygoda ze studiowaniem w tym roku.

Teraz pojawia się pytanie: i co dalej?! Póki co skupiam się na pracy i życiu poza nią. Biorę dodatkowe obowiązki w pracy, bo w końcu będę miała na to czas, próbuję prowadzić całkiem wesołe życie towarzyskie i po prostu korzystać z tego co mam.
Na studia pójdę prawdopodobnie w przyszłym roku, bo jednak zapał do zdobywania wiedzy we mnie pozostał.

Ale teraz jestem na urlopie i mam dwa tygodnie odpoczynku. Nie będę się przejmować niczym związanym z pracą ani ze stresującymi sytuacjami. Chcę odpocząć i wrócić pełna energii. Taki jest plan, zobaczymy jak wyjdzie! :)

Udostępnij ten wpis

niedziela, 13 listopada 2016

Za co kocham swoją pracę?



W obecnym miejscu pracy zaraz stuknie mi dwa i pół roku. To całkiem zabawne, zwłaszcza, że z założenia szłam tam tylko na 3 miesiące w czasie przerwy wakacyjnej na studiach. Plany mi się tak szybko pozmieniały, a nim się obejrzałam podpisywałam kolejne umowy, aż w końcu wylądowałam na czasie nieokreślonym.

Za co tak bardzo kocham tę robotę?

Po pierwsze za to, że ją mam! 
Nie oszukujmy się, ale znaleźć coś co będzie odpowiadało na tyle, żeby z własnej i nie przymuszonej woli spędzać tam większą część wolnego czasu wcale nie jest łatwo. No i znalazł się ktoś, kto chce wypłacać mi raz w miesiącu kasę za to, że w sumie robię to co lubię.

Po drugie za ludzi, znajomych i przyjaciół. 
Ludzi jest tam sporo, gdzieś około 50, może trochę ponad. Tworzymy zgrany zespół, albo chociaż by w większości zgrany. Sami młodzi, najstarszy 32-letni dyrektor. Razem spędzamy czas nie tylko w pracy ale i poza nią. Poza tym poznałam tam przyjaciół, za którymi to w ogień i gdziekolwiek indziej. Co więcej, przez rok myślałam, że znalazłam tam miłość swojego życia (tu akurat się pomyliłam, ale utrzymujemy jako takie luźne kontakty). Wiadomo, jedni lubią się bardziej, inni mniej. Mamy różne charaktery i pomysły, ale widząc się praktycznie codziennie wiem, że można na nich wszystkich liczyć.

Po trzecie za możliwość rozwoju.
Nie spotkałam się w żadnym innym miejscu, aby tyle uwagi poświęcane było rozwojowi pracowników. Chcesz iść na szkolenie? Jasne, nie ma sprawy! Co więcej, jest ono bezpłatne a Tobie wpiszemy godziny w grafik. Chcesz jechać na szkolenie do sklepu w innym mieście? Bez problemu! Zwrot całkowitych kosztów podróży, noclegu i wyżywienia dostaniesz w ciągu dwóch tygodni. Jesteś w czymś dobry i chcesz szkolić innych ludzi? Super! Szybko zdobędziesz potrzebne uprawnienia i możesz przekazywać swoją wiedzę.
Serio, to takie proste. Przez ponad dwa lata odbyłam dużo szkoleń stricte związanych z moim stanowiskiem pracy, jak i takich nadprogramowych jak na przykład szkolenie z rekrutacji czy zarządzania czasem. Zostałam też szkoleniowcem i zastanawiam się czy nie rozszerzyć swoich kompetencji o kolejne szkolenia.

Po czwarte za integrację.
Integrujemy się kilka razy do roku.Tradycją stały się wyjazdy na kajaki w czasie majówki, podsumowanie półrocza w restauracji połączone z imprezą do rana, pisanie projektu sklepu zazwyczaj z jakimś wyjazdem sportowym czy chociażby świętowanie świąt i sklepowa wigilia, którą przygotowujemy wspólnie tuż po tym jak ostatni klient opuści sklep. Przygotowujemy sobie również prezenty i wręczamy nawzajem. Serio, czuć taką rodzinną atmosferę!

Po piąte za elastyczność.
Decydując się zostać po wakacjach w pracy i kontynuując studia dzienne byłam pełna obaw, że nie uda mi się tego pogodzić. Cóż za błędne myślenie! Pracując na 1/2 i 3/4 etatu (zależnie od miesiąca) przychodziłam do pracy praktycznie wtedy kiedy chciałam. Wiedząc ile godzin muszę wyrobić byłam w stanie zaplanować sobie w jakie dni mogę i chcę przyjść do pracy, a które muszę mieć wolne. Teraz przy całym etacie nie mam możliwości aż takich manewrów, ale wciąż mogę wpłynąć na to jak będzie wyglądał mój grafik.

Wiem, że powodów za które uwielbiam swoją pracę jest jeszcze więcej (same przywileje umowy o pracę i socjalu dla pracowników). 
Oczywiście - jak w każdym miejscu nie zawsze jest tak bajkowo i kolorowo (chociażby sytuacja z moją, na szczęście, byłą już kierowniczką) to i tak lubię tam chodzić. I mogę czasem marudzić, że mi się nie chce, że mam dość to w końcowym wyniku póki studiuję uważam, że to najlepsza opcja jaka mi się przytrafiła!

Udostępnij ten wpis

piątek, 4 listopada 2016

Moja przygoda z Tinderem



O tinderze słyszał już chyba każdy. Niezbyt skomplikowana aplikacja na smatrfony, która pozwala na przeglądanie profili innych użytkowników. Przesuwając zdjęcie w lewo - rezygnujemy z możliwości poznania, w prawo dajemy szansę na sparowanie nas z innym użytkownikiem. Później można zacząć rozmowę i jakoś toczy się dalej.

W moim życiu ta aplikacja towarzyszyła mi już jakieś dwa lata temu. Na samym początku założyłam sobie tam konto tylko i wyłącznie z ciekawości. Nie przywiązywałam zbytniej wagi do tego co tam się dzieje i z tego co pamiętam to spotkałam się tylko z jedną osobą. Później aplikację wykasowałam i tyle mi z tego było. Powróciłam do niej jednak znowu w te wakacje po rozstaniu z facetem (poznanym w pracy a nie w interencie!). Tym razem bardziej skupiałam się na tym co konkretnego płeć przeciwna pisała w opisie, jakie zdjęcia dodawali, porównywałam nawet wspólnych znajomych (oczywiście jest to połączone z fejsem).
Wśród swoich perypetii poznałam kilka typów tinderowych znajomości.*

Pan-z-nie-z-tego-świata
Na samym początku byłam pod wrażeniem. Był jednym z niewielu, który po otrzymaniu mojego numeru telefonu zamiast napisać – zadzwonił. No i na tym kończą się zalety. Nasze spotkanie przebiegło w dość dziwnej atmosferze, koleś po dwóch wypowiedzianych przeze mnie zdaniach zrobił mi psychoanalizę, mówił od rzeczy i nie dał mi dojść do słowa. Aż w pewnym momencie po prostu w połowie zdania rzucił „muszę już iść”, odwrócił się na pięcie i poszedł.

Pan-jestem-lekarzem-więc-jestem-lepszy-od-innych
Zwykły niezobowiązujący obiad w jednej z droższych restauracji w mieście. O płaceniu za siebie nie było mowy (niby miłe, ale nie lubię jak praktycznie ktoś obcy płaci za mnie). O studiowaniu medycyny dowiedziałam się chyba więcej niż przez trzy lata spędzone na uniwersytecie medycznym studiując całkiem niedaleko środowiska medycznego. O sobie nie zdążyłam zbyt wiele powiedzieć, bo na wszystko da się znaleźć jakieś medyczne odniesienie. Serio. Na wszystko. Ale mimo wszystko i tak całkiem miło wspominam to spotkanie, kontakt umarł śmiercią naturalną.

Pan-traktuję-Cię-jak-moją-przyszłą-żonę
Na szczęście nie doszło do spotkania. Tylko do wymieniania smsów. Na samym początku nawet wydawał się miły i sympatyczny. Może trochę nadgorliwy. Tak odrobinkę. Ale gdy tylko okazało się, że nie mam fizycznie czasu odpisywać na jego wiadomości zostawałam zalewana wręcz tonami smsów. Na nic zdały się tłumaczenia, że mam życie poza telefonem, że mam pracę i inne zobowiązania i nie będę siedzieć 24/h przy telefonie, żeby odpisać na kolejną nic niewnoszącą wiadomość w stylu „obejrzałem taki a taki film”. Serio.  Kończyło się na tym, że na jedną moją wiadomość przypadało dziesięć jego. On dalej walczy, ja już się poddałam i przestałam reagować.

Pan-nie-poddam-się-dopóki-się-nie-spotkamy
Zupełnie nieszkodliwy, jednak co jakiś czas przypominał się, że w sumie to można by było się spotkać na tę herbatę czy kawę. W końcu się zgodziłam (przecież nie miałam nic do stracenia) i któregoś piątkowego wieczora udałam się na wyżej wspomnianą herbatę. Spotkanie było krótkie i od razu okazało się, że niezbyt mamy o czym rozmawiać więc po prostu rozeszliśmy się w swoje strony.

Tym o to sposobem zakończyłam swoją przygodę z Tinderem. I raczej już do niego nie wrócę.Ale nie można też generalizować - poznałam tam kilka naprawdę miłych i sympatycznych osób, jednak kontakt utrzymywaliśmy tylko na stopie koleżeńskiej.

I teraz pojawia się pytanie – czy to ze mną jest coś nie tak, że nie znalazłam tam nikogo czy po prostu nie dawałam zbytniej szansy wszystkim spotkanym tam facetom?

A teraz śmigam na siłownię poskakać trochę na trampolinach, a co!

*Moja zupełnie nieobiektywna opinia!
Udostępnij ten wpis

sobota, 29 października 2016

Gdzie się podział październik?!



Październik przeleciał mi przez palce w tak abstrakcyjnie szybkim tempie, że ledwo co zdążyłam się obejrzeć a za trzy dni mamy już listopad!

Październik od trzech lat kojarzy mi się tylko i wyłącznie z jednym - początkiem studiów. W tym roku jednak trochę inaczej, w końcu zdecydowałam się na studia w trybie zaocznym. Dodatkowo robię dwa dyplomy jednocześnie, taka cwana jestem. Na zajęciach miałam przyjemność być w tym miesiącu aż raz. Przez własną głupotę źle sprawdziłam terminarz zjazdów i na pierwszym radośnie obsługiwałam klientów w pracy zamiast skrupulatnie tworzyć notatki. Dzisiaj gotowa i pozytywnie nastawiona zjawiłam się na uczelni aby w końcu przypomnieć sobie co to znaczy studiować. Nie do końca potrafię zdecydować jakie mam odczucia po dniu dzisiejszym. Ponad sto osób na roku trochę mnie przeraża (przyzwyczajona jestem do licencjatu - 7 osób na całym roku!), na jednych wykładach można dosłownie nic nie robić, tylko wpisać się na listę a na kolejnym zapisałam w zeszycie więcej stron niż przez cały zeszły rok.

Koniecznie potrzebuję jakoś lepiej zorganizować sobie listopad. I mam wrażenie, że sam kalendarz mi nie wystarczy. Jakieś pomysły jak mogę uratować nadchodzący miesiąc przed mignięciem mi tylko przed oczami?!

Udostępnij ten wpis

środa, 5 października 2016

Everything for my friends


Wyjazd do Opola można podsumować jednym zdaniem - dużo pracy, mało snu. Tak zmęczona już dawno nie byłam. Ale daliśmy radę! Przejechaliśmy ponad 500km, spędziliśmy około 20h w pracy. Najważniejsze, że udało nam się zrobić wszystko. A wiadomo, że team z Gdańska zrobi wszystko dla swoich (no już nie swoich, kumpela zasiliła szeregi Opola). Zżyliśmy się na nowo ze sobą, ten wyjazd dał nam jakieś poczucie świeżości. Aż znowu chce chodzić się do pracy!

A w pracy też zmiany, w końcu pozytywne! To już pewne, że od połowy października zmieniam dział. W końcu będę pracować tam gdzie chcę.

W sobotę zaczynam studia i mimo, że wciąż nie mam planu już nie mogę się doczekać :)

I mimo, że pogoda dzisiaj jest okropna i w ogóle nie przypomina pięknej, złotej jesieni a wiatr prawie mnie dzisiaj porwał, to jakoś mi tak lekko na duszy.

Jutro nadrobię wszystkie blogowe zaległości. Teraz idę już spać, bo muszę odespać cały ten wyjazd, gdzie w ciągu 3 dni spałam łącznie może z 12h.

Udostępnij ten wpis

środa, 28 września 2016

Hello Autumn


Kilka słonecznych dni znowu zamieniło się w deszczowe i zimne wieczory. I zupełnie mi to nie przeszkadza! Serio, lubię jesień. Lubię kiedy pada, kiedy staje się tak szaro. Wtedy bez wyrzutów sumienia siedzę pod kocem, czytam kolejną książkę i piję gorącą herbatę/kakao.

Moje postanowienie, że nie dam się jesiennej depresji wychodzi mi w miarę dobrze. Dzień po tym jak sobie to postanowiłam dowiedziałam się jednej rzeczy, która pogorszyła mój nastrój w mgnieniu oka. Okazało się, że mój były facet zaczął spotykać się z .. moją kierowniczką. Pech chciał, że wszyscy ze sobą wciąż pracujemy. Teoretycznie nie powinno mnie to ruszać, w końcu to ja zadecydowałam o zakończeniu naszego związku. Po prostu nie wiem jak dam radę pracować razem z moją kierowniczką wiedząc to co wiem. Czas pokaże.

Moja Mama chyba przejęła się tym bardziej ode mnie (na początku mnie ruszyło, teraz już mi lepiej!) i stwierdziła, że łatwiej będzie mi to wszystko przetrawić w nowych ciuchach i butach. Także, dzięki Mamo za uzupełnienie mojej jesiennej garderoby!

Już nie mogę doczekać się soboty, kiedy to po pracy wrócę do domu po walizkę i polecę na dworzec, aby pojechać do mojej K.! I jakby nie patrzeć, jadę tam do pracy (taka to podróż służbowa!). Ale kilka dni spędzonych w towarzystwie kogoś kogo teraz bardzo potrzebuję napawa mnie dużym optymizmem!

p.s Biorę udział w Październikowym projekcie fotograficznym,  efekty będzie można obejrzeć TUTAJ (już od 1 października!)

Udostępnij ten wpis

środa, 21 września 2016

Why I'm so sad?


Wraz z deszczem za oknem dopadła mnie jakaś chwilowa chandra. Z racji zbliżającej się jesieni stanowczo będę obwiniać za wszystko pogodę. Albo na serial, w którym zginęła moja ulubiona bohaterka (wcale nie obejrzałam sezonu w dwa dni, wcale..).

Myślałam, że to już koniec z moim użalaniem się nad sobą. Serio! Ile można w kółko wałkować te same tematy? W pewnym sensie ja sama mam dosyć jak po raz kolejny o nich wspominam, to co dopiero muszą przeżywać powiernicy moich nastrojów i humorów? Szczerze - współczuję im.
Ale powiedzmy, że daje sobie ostatni dzień na ponure narzekanie, a od jutra biorę się w garść!

Pan do którego mam największy sentyment (z tych wszystkich o których kiedykolwiek tutaj wspominałam!) ma dzisiaj urodziny. Więc jak na dobrą koleżankę przystało chciałam złożyć mu życzenia. Niby nic, a do napisania zwykłego smsa zbierałam się przez cały poranek, obiad i jeszcze z 5 odcinków serialu. A jak już wzięłam telefon do ręki to wena opuściła mnie szybciej niż podczas pisania licencjatu. Dziesięć razy pisałam i mazałam, pisałam i mazałam, aż napisałam coś zwykłego. Życzyłam mu przede wszystkim tego, aby był szczęśliwy. Bo chyba o to chodzi, nie?

I jak szalona zmieniam szablon, bo jakoś nic mi się szczególnie nie podoba. To też możemy zwalić na deszcz za oknem, a co!

Udostępnij ten wpis

sobota, 17 września 2016

Long break


Długa przerwa w moim nieodzywaniu się spowodowana była dużym natłokiem pracy. Jakby nie patrzeć mój dwunastodniowy maraton wciąż trwa. Ale jeszcze dziś i jutro i doczekam się wolnego poniedziałku i ogólnie luźniejszego tygodnia w pracy.

Dodatkowo dorzuciłam sobie do swojego grafiku wyjścia na siłownię oraz na ściankę i okazało się, że tak naprawdę to nie mam czasu na nic. Do tego próbowałam jeszcze utrzymywać jako takie kontakty z moimi dziewczynami, więc w domu tylko śpię i ewentualnie czasem jem.

Facetów odstawiłam już zupełnie. Nie poznałam nikogo ostatnio, kto chociaż trochę wzbudziłby moje zainteresowanie, więc odpuściłam już w ogóle. Zresztą przy moim napiętym grafiku życiowym i tak nie mam na to czasu!

A teraz idę korzystać z ostatniej godziny, którą mogę spędzić w łóżku i lecę szykować się do pracy!

Udostępnij ten wpis

wtorek, 23 sierpnia 2016

W życiu ważna jest pasja


Moje problemy miłosne zeszły na dalszy plan z trzech powodów - po pierwsze nie rozmawiam z żadnym z Panów, po drugie tak bardzo denerwują mnie sytuacje jakie zastaje w pracy, że nie mam czasu myśleć o niczym innym i po trzecie, najważniejsze, spędziłam fantastyczny weekend w skałach. Zmęczyłam się tam fizycznie i psychicznie więc zabrakło mi czasu na rozmyślanie o złamanym sercu.

Wspinam się od niecałego roku, ale dopiero teraz miałam możliwość pierwszy raz pojechać na południe i wspinać się w skałach. Naprawdę jest to niesamowite uczucie, zupełnie co innego niż na sztucznej ścianie. Dodatkowo dla mnie mega sprawdzian psychiki i zaufania do samej siebie. Początki były nerwowe i strasznie stresujące, ale z każdym kolejnym wejściem było już tylko lepiej. Przy okazji udało mi się ukończyć kurs skałkowy i niedługo będę mogła pochwalić się certyfikatem. W te dwa dni pokonałam swoje słabości i kilka razy zawalczyłam, odkrywając w sobie 'zacięcie wspinacza' (ekipa była ze mnie dumna, że nie poddałam się a próbowałam dalej się wspinać na dość trudnym odcinku drogi).
Potrzebowałam takiego pozytywnego momentu w swoim życiu, przynajmniej na chwile odcięłam się do problemów.

A problemy narastają z dnia na dzień. Coraz mniej dogaduję się moją nową kierowniczką i już nie mogę doczekać się października, kiedy nasze drogi się rozejdą i na spokojnie będę mogła zacząć robić wszystko od początku na innym dziale. W końcu zajmę się czymś co mnie kręci, równie bardzo jak wspinaczka, jeździectwem. Może to zmobilizuje mnie, aby zapisać się w końcu gdzieś na jazdy. 

Udostępnij ten wpis

wtorek, 16 sierpnia 2016

It's all coming back to me now

W życiu zawsze tak jest, że jak w pewnym momencie wszystko idzie w dobrą stronę to po chwili nagle zaczyna się sypać. Ja właśnie znalazłam się w tym punkcie.

Ale od początku. Pan przeczekam-sierpień-może-zatęsknimy już zniknął z mojego życia, w sumie w tak samo szybkim tempie jak się w nim pojawił. Rozeszliśmy się w swoje strony w pokojowych nastrojach jednak bez perspektyw utrzymywania jakiegokolwiek kontaktu.

Poza tym - jeśli jeszcze kiedykolwiek powiem, że pozamykałam jakieś rozdziały w swoim życiu to można mnie bez żadnego ostrzeżenia porządnie walnąć w łeb. Jak się szybko okazało nie pozamykałam nic a chyba tylko przymknęłam, aby przy najbliższej okazji znowu to wszystko rozgrzebać.
Pan pierwszy namieszał mi w głowie całując mnie któregoś razu, gdy byliśmy na piwie. Przez chwile nawet myślałam, że to może być to, jednak z dnia na dzień mi przechodziło i teraz nawet nie ciągnie mnie do rozmów z nim.
Pan drugi uderzył mi do głowy przypadkiem. Od dawna wiedziałam, że spędzimy wspólnie (my i jeszcze kilka innych osób) pare dni na wsi (mamy wspólną dobrą przyjaciółkę). Dlatego też chcieliśmy się spotkać przed i sobie wszystko powyjaśniać. I w sumie naprawdę dobrze mi szło dopóki nie minęło kilka godzin w jego towarzystwie i powoli wszystko wróciło. Zwłaszcza, że przez to, że obydwoje przyjechaliśmy sami (ja ze względów oczywistych, jego dziewczyna nie chciała/nie mogła/cokolwiek innego) to dodatkowo w pewnym momencie dzieliliśmy nawet łóżko (nigdy chyba nie spałam tak bardzo wciśnięta w ścianę!). Odbyliśmy dwie dość ciężkie dla mnie rozmowy, wiadomo wypity alkohol robił swoje. Przyznałam się do tego, że dalej mi na nim zależy, ale również zapewniłam, że cieszę się jego szczęściem skoro mu się układa (ta, jasne!).
Przez dwa dni zbierałam się aby z nim porozmawiać tak normalnie, ale jak to ja - stchórzyłam. Skoro i tak wiem, że nic z tego nie będzie to chyba mi już nie robi, że nie dowie się wszystkiego co układałam sobie w głowie aby mu powiedzieć.
Tak więc ogólnie moje życie sercowe można opisać krótko: #porażka
Udostępnij ten wpis

sobota, 23 lipca 2016

New start

Nie widziałam, że moje postanowienie wyjaśnienia spraw z przeszłości tak szybko zostanie zrealizowane. Co zabawne z obydwoma panami utrzymuję teraz czysto koleżeński kontakt i jestem pewna, że to się nie zmieni. W moim sercu w końcu zagościł długo wyczekiwany spokój.

Poza tym, poznałam kogoś i to też zmobilizowało mnie do szybszego załatwiania spraw. Póki co spotykamy się raz na jakiś czas, rozmawiamy codziennie i wymieniamy setki smsów. Sama siebie zadziwiam, że podchodzę do wszystkiego z dystansem i staram się być racjonalna w decyzjach. Obydwoje mamy bardzo zajęty sierpień i w ogóle nie będziemy się spotykać przez ten miesiąc. Wszystko poczeka do września, wtedy już będziemy wiedzieć czy naprawdę za sobą tęsknimy czy to tylko taka wakacyjna fascynacja. Ale mimo wszystko - jest fantastycznie! :)
Udostępnij ten wpis

poniedziałek, 11 lipca 2016

I'm alive

Żyję, żyję. Ostatnio moje życie stało się bardziej intensywne niż do tej pory.
Staję się coraz mniej asertywna jeśli chodzi o wspólne wyjścia ze znajomymi. Poprzednią sobotę planowałam spędzić sama, cały dzień w łóżku. Jednak wystarczyła jedna wiadomość i już siedziałam u kumpeli popijając wino, jedząc pyszne tortille i rozmawiając o wszystkim i o niczym.
Firmową imprezę zaliczam do naprawdę udanych, mimo drętwego początku. Faceci byli jak zwykle zdziwieni, że potrafimy też chodzić w szpilkach i sukienkach. Sklep sportowy mówi sam za siebie, tam królują dresy i adidasy.

Dwudniowy wyjazd na wieś to coś czego było mi trzeba. Leniwy wieczór przy winie, później aktywny dzień pełen spacerów, kajaków i najważniejszych rozmów. Zyskałam nowy pogląd na ostatnie wydarzenia, przeanalizowałam je po raz kolejny i wiem, że rozstanie było najlepszą rzeczą jaka mnie spotkała. Swoją drogą, mój były bardzo pokazuje mi jak to się niczym nie przejmuje i radośnie prawie codziennie wypija litry piwa w towarzystwie praktycznie tak samo zdołowanego kumpla z pracy. Zabawne, jak ludzie potrafią zmienić się w przeciągu kilku dni, aby tylko coś komuś udowodnić. Zwłaszcza, że zawsze był typem osoby siedzącej w domu i to ja musiałam go wyciągać na każde wyjście.

Okazało się, że potrafię żyć systemem - praca - spotkanie ze znajomymi - praca na rano i powtórka. Wczoraj już się zbuntowałam i stwierdziłam, że zostaje w domu bo wątroba, bo rodzice, bo chcę się w końcu wyspać. Efektem tego było to, że dziś obudziłam się chwilę po 11 i w końcu oczy mi się nie zamykają.

Sama siebie nie poznaję, ale chodzę na randki. Głównie dla tego aby zabić trochę nudę i zobaczyć czy dalej potrafię rozmawiać z facetami i znaleźć jakiś wspólny temat do rozmów. Jedne są tragiczne (serio, raz miałam ochotę zwiać po 5 minutach, postanowiłam dać szansę - wytrzymałam godzinę), inne całkiem spoko, faceci są sympatyczni i okazuje się, że z moim słowotokiem wszystko w porządku.
Ale i tak dobrze wiem, że nie chcę wiązać się z żadnym z nich. Dopóki nie wyjaśnię sobie wszystkich sytuacji z przeszłości nie ma mowy, abym stworzyła z kimś naprawdę udany związek. Sytuacje sprzed półtorej roku i dwóch lat ciągle siedzą mi w głowie i jak się nie zbiorę i nie powiem ostatecznego słowa to nigdy się od nich nie uwolnię.
Udostępnij ten wpis

sobota, 2 lipca 2016

All I have

Cieszę się ostatnim wolnym dniem. Cztery dni minęły w mgnieniu oka. Przecież jeszcze niedawno był wtorek i z uśmiecham na ustach wychodziłam z pracy wiedząc, że wrócę do niej dopiero w niedziele.
Spędziłam te dni dość intensywnie. Załatwiłam formalności na uczelni (ale o dyplomach to nikt tam nie słyszał), ćwiczyłam, chodziłam na zakupy, byłam na plaży, spotykałam się ze znajomymi. Ale udało mi się też odpocząć, a to najważniejsze!

Teraz czekają mnie intensywne dni. Jutro z samego rana jadę do pracy, później szybko się ogarniam i wieczorem lecę na firmową imprezę, żeby w poniedziałek rano o 9 być już w pracy. Zaraz po niej przyjeżdża po mnie moja K. i lecimy na wieś.
Tam spędzę półtorej dnia w towarzystwie moich dwóch dziewczyn, z którymi nie widziałam się już kupę czasu. W końcu na spokojnie porozmawiamy, pobędziemy ze sobą. Już nie mogę się doczekać!
Udostępnij ten wpis

czwartek, 30 czerwca 2016

Free time

Mam mnóstwo wolnego czasu spowodowanego tym, że rozstając się z facetem rozstałam się również z planami. Miałam spędzić cztery dni na open'erze, spędzam cztery dni w domu.
Ale to dobrze, powoli zamieniam się w kurę domową, sprzątam, gotuję, robię zakupy. Rodzina zadowolona. Co więcej pierwszy raz w tym roku pojechałam na plażę, ale słońce robiło sobie ze mnie jaja i co chwila chowało się za chmury. Jutro jeszcze pojadę na uczelnie i postaram się wypełnić obiegówkę, w końcu aby zapisać się na magisterkę potrzebuję swojego dyplomu.

Zapomniałam już jak to jest być samej i jak wypełnić nadmiar wolnego czasu. Dobrze, że są już wakacje, że moje dziewczyny zjechały już ze studiów do domów i że jak rzucę tylko hasło to znajdzie się ktoś chętny na piwo. Przyjaciół docenia się wtedy kiedy się ich potrzebuje, serio!
Udostępnij ten wpis

niedziela, 26 czerwca 2016

I have a few friends

Mam kilku przyjaciół, a w sumie to kilka przyjaciółek i kilka dobrych znajomych, które wiedzą, że na smutek najlepsze jest wino. Bardzo dużo, dobrego białego schłodzonego (ah te upały!) wina. I wspólnie spędzony wieczór razem z nocą, taki typowy - babski. Było malowanie paznokci (pierwszy raz sama kładłam hybrydę!), było śpiewanie disneyowskich hitów, omawianie każdego związku każdej z nas, a rano wspólne przeżywanie ogromnego kaca. Było cudownie. Mi jest cudownie.
Udostępnij ten wpis

czwartek, 23 czerwca 2016

Love is end

Rozstałam się z facetem, z którym kiedyś myślałam, że spędzę resztę swojego życia. Myliłam się. I powiem Wam, że wcale nie jest mi z tym źle. Czuję się tak lekko i w końcu mam wrażenie, że zacznie się układać.
Udostępnij ten wpis

poniedziałek, 20 czerwca 2016

I'm back

Czasami nastaje taki moment w życiu, że postanawiasz wrócić tam, gdzie nie było Ciebie wieki. U mnie właśnie teraz to następuje. Mam ochotę wrócić i pisać, dzielić się swoimi przeżyciami, planami, marzeniami.

Niepewnym krokiem weszłam w jakiś nowy etap w swoim życiu. Z powodzeniem obroniłam swoją pracę licencjacką (pisaną w bólach, mękach i rozpaczy), rozglądam się za magisterką i usilnie twierdzę, że boje się zmian.

Moje życie miłosne z dnia na dzień sypie się coraz bardziej. On - świata poza mną nie widzi, ale nie jest to żadnym powodem do choćby minimalnego wkładu i zaangażowania w nasz związek, ja - zaczynam powoli widzieć świat poza nim, zastanawiam się czy nie lepiej byłoby mi samej i zupełnie nie wiem co mam zrobić.
Nie pamiętam już dnia kiedy się nie pokłóciliśmy, nie krzyczeliśmy na siebie, na zmianę siebie denerwowaliśmy. Nie mam już sił na ciągłe rozmowy na ten temat, na ciągłe obietnice poprawy. A z drugiej strony na samą myśl o rozstaniu jest mi smutno, bo zdaję sobie sprawę jak bardzo jestem przywiązana do wszystkiego wokół nas - do jego najmłodszego rodzeństwa, do obiadów z jego rodzicami, do grania w planszówki z moimi, do wyjazdów do rodziny. Czasem się zastanawiam, czy nie będę bardziej tęsknić za tym wszystkim niż sam nim samym.

Czas się ogarnąć, serio!

Udostępnij ten wpis
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.